Dlatego wieprzowina uważana jest za szczęśliwe noworoczne danie. To tradycja wywodzi się z Niemiec i Europy Wschodniej, skąd sprowadzona została do Ameryki przez ludzi, którzy osiedlili się w USA. Inny powód tradycji jest bardzo praktyczny: świnie są tradycyjnie poddawane ubojowi późną jesienią, co sprawia, że na Nowy Rok można
marca (10) lutego (5) stycznia (9) 2012 (60) grudnia (9) HAPPY NEW YEAR; Last and least - maseczka z olejem winogronowym Bi Świąteczny manicure siódmego dnia; BingoSpa, serum czekoladowo-miętowe; Na szczęście, na zdrowie na to Boże Narodzenie
Na szczęście! Na zdrowie! Na ten Nowy Rok! Współtwórca: Stachiewicz, Piotr (1858-1938). Autor wzoru Temat: Dzieci DBN, Malarstwo polskie DBN, Nowy Rok DBN, Życzenia okolicznościowe DBN Zakres: 1901-2000 Opis:
Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok, Żeby wom się darzyła i mnożyła przynica i groch, Żeby wom się darzyło w dworze i komorze Na kołeczku i w woreczku, W każdym kątku po
Read Przysłowia - Część 1 from the story Cytaciki Blasku Gwiazd by Czarodziejka_gwiazd (Shadow) with 6 reads. cytaty, świat, ciekawostki. - Minął wspaniały
Od 1 stycznia 1936 r. minęło już 32098 dni co stanowi 87 lat, 10 miesięcy i 17 dni. 1 dzień roku . „Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok, aby Was
„na szczęście, na zdrowie, na ten nowy rok, żeby wam się rodziła kapusta i groch, ziemniaki i proso, żebyście nie chodzili boso”. My również dołączamy się do tych życzeń – życząc, aby 2021 r. był bardziej pomyślny, niż 2020. Chcesz dowiedzieć się więcej, jak dawniej obchodzono Sylwestra na wsi?
A witajcie na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok. Byście byli zdrowi i weseli, jak w niebie anieli cały Boży rok! Kolędnik III By się wam kociło, rodziło, Dyszlem do stawu obróciło, Byście mieli w każdym kątku, Po dzieciątku! Diabeł: /pojawia się nagle i trójzębem dotyka kilkoro dzieci z widowni/ A na piecu troje
WpvaOL. fot. Paweł Sowa / Wydział Prasowy UMBB Do udziału w dorocznych, 53. już Żywieckich Godach zachęcali 3 stycznia w Bielsku-Białej ich organizatorzy. Wielka kolędnicza impreza potrwa najbliższy miesiąc. Areną występów przebierańców będą Żywiec, Milówka, aż po koncert laureatów Żywieckich Godów 30 stycznia w Domu Kultury im. Wiktorii Kubisz w Bielsku-Białej. 3 stycznia na zachętę organizatorzy Żywieckich Godów zorganizowali w Bielsku-Białej konferencję prasową w Ratuszu, po której odbył się przemarsz kilkudziesięciu barwnych przebierańców przez miasto. Przeszli oni z placu świętego Mikołaja, przez Rynek, plac Bolesława Chrobrego, ulicę 11 Listopada do Ratusza, gdzie życzenia pomyślności w nowym roku odebrał od korowodu zastępca prezydenta miasta Adam Ruśniak. Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok, Żebyście byli zdrowi, weseli, jako w niebie anieli cały rok. Żeby się wam darzyło, kopiło, snopiło Do stodoły dyszlem obróciło… Żebyście mieli wszystkiego dości, jak na połaźnicy ości, Żebyście mieli pełne obory, pełne pudła, Żeby wam gospodyni u pieca nie schudła… Żebyście mieli kapustę głowatą, gospodynią brzuchatą, W każdym kątku po dzieciątku a na piecu troje Na to winszowanie moje… Żebyście jak pączki w maśle się pławili, Nic się nie wadzili, dobrze jedli, pili, Tak to Boże dej! Stryk żeby fajki nie kurzył, za innymi nie burzył… Dziewki żeby się wydały, a dużo z chałupy nie zabrały… Tak to Boże dej!… Podczas pochodu ulicami miasta harcom, dokazywaniom, zaczepianiu dziewcząt i życzeniom złożonym przypadkowym przechodniom nie było końca. Wszystko odbyło się przy bardzo głośnych dźwiękach trzaskania z batów przez pachołków, gwizdów i innych. Bielszczanie mogli zobaczyć postacie koni, panny młodej, niedźwiedzi, śmierci, diabłów, Żyda, Cyganów, Dziechciorza, czyli postaci z przeszłości, zazwyczaj Węgra lub Słowaka handlującego dziechciem, kominiarza czy bardzo barwnego sznurkorza, na strój którego składają się drewniana maska, oraz ubranie z pozszywanymi frędzlami, wstążkami lub bibułą. Kolędnikom przygrywali górale. Taka promocja Żywieckich Godów w Bielsku-Białej odbyła się po raz drugi. - I bardzo się z tego cieszę. To barwne, folklorystyczne wydarzenie. Bielsko-Biała jest miastem leżącym u stóp Beskidów, niemniej nie byłoby go, gdyby nie kultura góralska i praca górali, bo przecież wraz z góralami przybyły owce, a owce dały wełnę, która była głównym budulcem, dzięki niej nasze miasto mogło stać się potęgą wełniarską i na tej potędze zbudować swoje bogactwo, a co za tym idzie piękna spuściznę, towarzyszącą nam do dziś – kamienice, tradycje przemysłowe. Dlatego bardzo się cieszymy, że przyjechaliście do Bielska-Białej i wasza impreza za miesiąc zakończy się w Bielsku-Białej. Życzę wszystkim - organizatorom i wykonawcom, żeby mogli te tradycje w piękny sposób przekazywać, a przy okazji dziękuje i gratuluję za to, że jeszcze jest jeszcze całkiem spora grupa amatorów tej tradycji i kultury, że państwo z roku na rok staracie się przypominać o tym jakie są nasze korzenie – mówił zastępca prezydenta Bielska-Białej Adam Ruśniak. - To wyjątkowe święto kolędowania i obrzędów związanych z Bożym Narodzeniem znów możemy poczuć w naszym mieście – wtórował mu dyrektor Regionalnego Ośrodka Kultury w Bielsku-Białej Lesław Werpachowski. Kolędnicy panują w Żywcu już od sylwestrowej nocy i tak będzie aż przez miesiąc. - O w sylwestra przekazałem klucze do bram miasta żywieckim Jukacom, czyli kolędnikom z Zabłocia – ta tradycja jest ogromna. To oni właśnie obronili mieszkańców Żywca, Żywiecczyzny przed Szwedami – stanęli na moście żywieckim i batami pędzili Szwedów tak, że ci nie wiedzieli, gdzie się mają zatrzymać – mówił o tradycji burmistrz Żywca Antoni Szlagor. - Wspólnie z Regionalnym Ośrodkiem Kultury w Bielsku-Białej oraz Gminnym Ośrodkiem Kultury w Milówce staramy się każdego roku przygotować dla państwa program, który pokazuje tradycje górali żywieckich, śląskich, piękne polskie tradycje – zapewniał podczas konferencji prasowej dyrektor Miejskiego Centrum Kultury w Żywcu Marek Regel. I rzeczywiście ten program jest bardzo bogaty. Począwszy od weekendu 15 i 16 stycznia odbędą się - konkurs trzaskania z bata, konkurs kolędowania w izbie, dzień plenerowy Żywieckich Godów, który będzie okazją do zobaczenia, jak w tradycyjny sposób na Żywiecczyźnie wita się Nowy Rok, koncerty kapel góralskich, degustacja potraw regionalnych, możliwość zobaczenia dzieł twórców ludowych z tego regionu, wiele imprez towarzyszących, koncert noworoczny w wykonaniu Reprezentacyjnego Folklorystycznego Zespołu Miasta Żywca Ziemia Żywiecka czy jasełka Zespołu Pieśni i Tańca Pilsko z Żywca. Dużą imprezą organizowaną przy okazji Żywieckich Godów jest co roku Pastorałka Żywiecka, czyli Przegląd Kolęd i Pastorałek. W tym roku odbędzie się on 8 stycznia w Żywcu. Celem imprezy jest przypomnienie młodzieży i dzieciom tradycji kolędowania i zaznajomienie ich z tradycyjnymi dla Żywiecczyzny i kraju kolędami i pastorałkami. Same Żywieckie Gody są swego rodzaju podsumowaniem autentycznego obrzędu kolędowania na Żywiecczyźnie. W tym sezonie do mieszkańców swoich miejscowości wyszło dwadzieścia pięć grup przebierańców, niektóre liczyły po 50 osób, niektóre 20 czy 15. Wiodącymi gminami w kolędniczej tradycji są te na południe od Żywca – Radziechowy Wieprz, Węgierska Górka, Milówka i Rajcza. - Młodzież kończąc Żywieckie Gody w styczniu, już myśli o tym, jak przygotować się na kolejne kolędowanie. Serce rośnie, bo potrafią pokazać swoją tożsamość, korzenie, potrafią bardzo dokładnie odegrać swoją postać, bo to ma wielkie znaczenie – mówił dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Milówce Andrzej Maciejowski. – A tradycja wśród nas jest silniejsza niż wszystko. W tym roku przyszło nam kolędować w bardzo wymagającej pogodzie, dlatego żeby przyjechać dziś do Bielska-Białej i godnie się prezentować, dzień wcześniej musieliśmy zreperować wiele strojów zniszczonych przez deszcz. Kolędnicy potrafili się zawziąć, popracować i jesteśmy tu, u państwa – dodał z dumą dyrektor. Potwierdził również, że w prezentowanych przez kolędników obrzędach nie ma żadnej reżyserii, tylko spontaniczność. Wszystko zależy od świadomości młodych ludzi, a ci przychodząc do grup, mają ją naprawdę dużą, podkreślał. Wszystko, co się dzieje podczas obrzędów, ma znaczenie. Najważniejsze postacie to konie - symbol siły i energii. W pewnym momencie zwierzęta padają na ziemię, co oznacza, w okresie przełomu roku i przesilenia słonecznego, utożsamianie się z umieraniem Ziemi. Konie też umierają i dopiero poprzez różne zabiegi Cyganów i zielarek ożywają i przywracają do życia przyrodę, sprawiają, że w najbliższym roku będzie dobrze rodziła. Z dawnych pogańskich czasów i obrzędu Zaduszków pochodzi geneza robienia przez grupy kolędnicze niesamowitych hałasów. Używają do tego dzwonków, gwizdków, trzaskania z batów. Wszystko to, w okresie świąt ma wypłoszyć dusze nawiedzające nasze domostwa. Maski, które zakładają postacie, też pełnią taką rolę. Natomiast turlające się po ziemi niedźwiedzie pobudzają ją do życia, żeby lepiej rodziła. W całej obrzędowości znaczenie mają też życzenia przekazywane przez kolędników, żeby w nowym roku nam się szczęściło, żeby było dobrze, zdrowo w gospodarstwie i żeby plony były lepsze. W Żywieckich Godach 2022 zaprezentuje się 18 grup kolędniczych, czyli około 700 przebierańców. Zwyczaj Dziadów Noworocznych został wpisany na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego, prowadzoną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Celem wydarzenia jest ocalenie od zapomnienia zwyczajów związanych z kolędowaniem w Beskidach. Głównymi organizatorami Żywieckich Godów są bielski Regionalny Ośrodek Kultury, a także centra kultury w Żywcu i Milówce. Szczegółowy program wydarzenia prezentujemy na plakacie w załączniku. Emilia Klejmont
Przełom roku – czas życzeń, radosnego balowania, tańców do białego rana i huku petard o północy. Tak jest obecnie, a jak było dawniej?„Jaki Nowy Rok, taki cały rok” – głosiło ludowe porzekadło, dlatego przełom roku w kulturze ludowej to czas nie mniej ciekawy niż obecnie. Niektórych zabaw nie powstydziłyby się i dzisiejsze sylwestrowe zabaw nie organizowano. Pierwsze bale pojawiły się dopiero pod koniec XIX stulecia. Wcześniej to ludowa tradycja wykształciła zwyczaje kultywowane przez wsiach wierzono, że przełom roku to wyjątkowa noc cudów. „Kto z Bogiem roku nie skończy, z Bogiem nie zacznie” – dlatego w sylwestra koniecznie trzeba było pójść do kościoła. Podczas noworocznej pasterki (o północy lub wcześniej) z ambony padały życzenia na cały mszy wiernym śpieszno było do domu, bo szybkie przekroczenie progu oznaczało bogactwo i powodzenie w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Gospodarz posypywał podłogę ziarnami grochu, które później, pieczołowicie zebrane, trafiały na pola w czasie wiosennych każdym kątku po dzieciątku…Jeszcze przed uroczystą kolacją w gronie rodziny, sąsiadów i znajomych składano sobie życzenia. Jeśli pierwszy winszował sąsiad, wypadało zaprosić go następnego dnia na noworoczny obiad. Kolejność życzenia nie była przypadkowa; to dzieci składały życzenia rodzicom, kawalerowie – pannom, panowie – sługom, bogaci – ubogim. Tak samo z kolejnością wręczania noworocznych prezentów. „Mamy tyle czeladzi, każdy chce kolędy, trzeba wszystkim coś wetknąć – taki zwyczaj wszędy” – pisał Franciszek Zabłocki, rozprawiając nad ogromną liczbą prezentów na Nowy i życzenia bywały wymyślne. Na przykład takie:Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok,żeby się Wam rodziła i kopiła pszenica i jarzyca,groch i proso, żyto i wszystko!Abyście mieli w każdym kątku po dzieciątku,w stodole, na polu, w oborze – daj Wam Boże!Kto nie zdążył o północy, mógł złożyć życzenia już w Nowym Roku, skoro świt, po pierwszej porannej mszy św. Droby i dziady noworoczne w założonych na opak kożuchach i warkoczach ze słomy masowo ruszali więc do wsi z szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok,aby Was nie bolała głowa ani bok.– to szczególnie pożądane życzenia w pierwszym dniu roku, zwłaszcza jeśli gospodarz z gośćmi zasiedzieli się długo przy i groch, czyli kulinarne przebojeA skoro o stole mowa, niczego nie mogło na nim zabraknąć. Królowały mięsa i słodkie trunki, kołacze i inne ciasta, a także obowiązkowy groch z własnego zasiewu. Toastu szampanem nie było (to zwyczaj dopiero powojenny), lecz – zwłaszcza w mieszczańskich rodzinach – należało zachować na tę wyjątkową okazję buteleczkę tokaju albo innego słodkiego zastawiano po brzegi, ale i wokół obejścia powinno być schludnie i czysto. Gospodynie uwijały się więc w pośpiechu już od poranka, by wody nanieść ze studni, opał ukryć pod dachem, zapasy przejrzeć, czy coś się nie psuje, a przede wszystkim żar trzymać w piecu, by czasem nie wygasł w noc sylwestrową. Pełny dom równał się dostatkowi na cały kolejny rok. Ważne, aby w ferworze sprzątania miotły nie używać i wraz ze śmieciami nie wymieść domowego domu nic się nie marnowało. Spalone na podwórzu snopki słomy miały odegnać smutki mijającego roku, a słoma z bożonarodzeniowych dekoracji trafiała na pole, by plon był obfity. Można nią było obwiązać drzewa w sadzie, by latem owoców nie zabrakło. A gdy kto głodny, mógł znaleźć między snopkami ukryte ciasteczka w kształcie krzyżyka, które też miały zwiastować bicza strzelają!O północy obowiązkowe strzelanie z bicza i z rusznic, aby na dobre pozbyć się starego roku. Na Kaszubach wypędzano go hałasującymi klekotkami. W czasach nam bliższych można było też walić w blachy czy dzwonić blaszanymi puszkami. Im więcej hałasu, tym stary rok szybciej odejdzie. Dziś noworoczne fajerwerki zdają się wprost nawiązywać do dawnej po północy trzeba jeszcze nakręcić zegar, by w nadchodzącym roku dla nikogo się nie zatrzymał. I już najstarszy z rodu może otworzyć drzwi albo przynajmniej okno, by Nowy Roczek ośmielić do zabawyDziś umilamy sobie czas radosnymi pląsami, a nasze prababki myślały raczej o zagospodarowaniu stołu i o rodzinie. Na Pomorzu kultywowano nowe latko; gospodyni wypiekała ciasteczka w różnych kształtach i ukrywała je pod talerzami, a biesiadnicy, oceniając po kształcie smakołyku, zastanawiali się, co też przyniesie im nadchodzący Wielkopolsce gospodarze rozmawiali z pszczołami w pasiekach, próbując przekonać je do większej aktywności w tworzeniu miodu i wosku. „Budźcie się pszczółki, róbcie miód i wosk, już czas na was“ – mówiono przy kołek, taki mążPrzełom roku był szczególnie ważny dla niezamężnych kobiet. Wraz z wybiciem północy podbiegały do płotu i chwytały za kołki, które miały symbolizować przyszłego męża. Jaki kołek, taki mąż – mówiono przed laty, więc każda panna starała się wybrać najbardziej efektowną część kołek był gruby, mąż też z pewnością będzie słusznej postury, jeśli chudy – raczej cherlawy, jeśli wystawał ponad inne – panna powinna wypatrywać wysokiego mężczyzny, a jeśli kołek był krótki – żona może być nawet wyższa od nie bał się przemarznięcia, mógł pobiec do najbliższego strumienia po garść kamieni. Parzysta liczba znaczyła szybkie zamążpójście, nieparzysta – w najbliższym roku ślubu nie zwyczaje też były ważne. Na Podhalu koniecznie należało przemyć twarz wodą, w której zatopiono monety. Wszystko na znak obfitości. Na Podkarpaciu monet nie myli, ale chowali po kieszeniach, pobrzękując nimi w sylwestra, by pieniądz rodził i psikusy na porządku nocnymŻarty i figle w tę wyjątkową noc trzymały się zwłaszcza młodych. A to pomalowali sąsiadowi okna wapnem lub smołą, a to komin zatkali, a to wciągnęli wóz konny na dach sąsiedzkiej stodoły. Co bardziej pomysłowi mogli też bramę wyjąć z posady i ukryć lub bydło wypuścić z obory. Jeśli zaś komu udało się wynieść rzecz cenną z domu sąsiada, trzeba będzie ów przedmiot wykupić, a to znowu okazja do zabawy. Nikt jednak się nie gniewał, bo przecież „Jaki Nowy Rok…”.1 stycznia nie wypadało leniuchować. Tylko pobudka o świcie miała chronić rodzinę przed ospałością, a nowy fragment odzieży miał pannom zapewnić powodzenie.(Nie)szklana pogodaWobec braku szklanych ekranów, pogodę wróżono z gwiazd. Rozgwieżdżone niebo zapowiadało pogodny rok. Jeśli 1 stycznia świeciło słońce – plony będą obfite, gdy było wietrznie – można liczyć na owocowy urodzaj, a kiedy śnieżnie – pszczół i miodu nie raczej domów nie opuszczały, ponieważ tylko wizyta mężczyzny zapowiadała dostatek i powodzenie. No chyba że jegomość był rudy lub piegowaty – wtedy też lepiej, by w domu swoim pozostał. Tak czy inaczej Nowy Rok obowiązkowo należało spędzić w zgodzie i szczęściu, bo takie będą też i kolejne tuż po 1 stycznia znowu nastawał czas szczególny, bo przecież karnawał. To jednak opowieść na zupełnie inną okazję. Możliwości zapewne nie zabraknie, bo też karnawał będzie wyjątkowo długi, a Środa Popielcowa przypadnie dopiero 2 marca 2022. Tymczasem żegnam się z Państwem staropolskim „Do siego roku”. I niech Wam się darzy!
Nowy Rok nadciąga. Nadciąga jak kataklizm. Najgorszy w możliwych, przewidywalny, regularny, nieunikniony. Nowy Rok sam w sobie nie jest jeszcze niczym strasznym, w końcu dzieje się co roku. Żeby jednak nie było stuprocentowo świątecznie i radośnie, wymyśliliśmy sobie Noworoczne Postanowienia. Połowa grudnia. Robimy porządki w domu, przygotowujemy listę zakupów, zastanawiamy się nad wyborem prezentów dla naszych bliskich. Pejzaż w zasadzie sielankowy. Potem Święta. Rodzinne spotkania, kolędy, świece, lampki na choince. Błogostan. I pławiąc się w tym błogostanie, nie zauważamy nawet, że nasz umysł już zaczął knuć, już zaczął rozwijać sieci… Myślimy sobie: jest pięknie, może być jeszcze piękniej. I właśnie wtedy się zaczyna… Można to nazwać delikatnie: szukanie dziury w całym. W rzeczywistości jest to wkładanie dłoni w tryby niebezpiecznej machiny: siedzimy sobie (a jeszcze częściej – leżymy) cali otuleni miłą świąteczną atmosferą i główkujemy, jak by tu to nasze dostojne życie polepszyć, jak je upiększyć, uatrakcyjnić? I wtedy nasz usłużny umysł podsuwa nam pomysł: jesteś w zasadzie super gościem, ale pomyśl, jaki byłbyś super, gdybyś tak jeszcze miał sylwetkę Schwarzeneggera? (w wersji dla pań: pomyśl, jak mogłoby być cudownie, gdybyś wyglądała jak – powiedzmy – Scarlett Johansson czy Rozenek Majdan?). Sprawą zupełnie drugorzędną jest dobór idealnej wagi, wzrostu, obwodu bioder itd. Mamy już swój ideał, teraz będziemy do niego dążyć. Jak? To takie proste – zapisujemy się na siłownię. Zaraz po Nowym Roku, karnet na sześć miesięcy, pięć razy w tygodniu, w końcu mamy zostać Arnoldem (Scarlett-Rozenek) jak najszybciej. Gnamy na siłownię, do tego współczesnego miejsca kaźni, pełni wiary w nasze możliwości, siły i kondycję, która przecież zawsze jest, nieświadomi naszej fizjologii, zupełnego nieprzygotowania na spory przecież wysiłek. Postanowienie Noworoczne dotyczące upiększenia sobie życia via siłownia jest jednym z mniej bolesnych, jeśli chodzi o rozczarowanie. Ból fizyczny, dogłębny i bezwzględny, powoduje, że chęć bycia Arnoldem (ew. Scarlett-Rozenek) odkładamy na bok bardzo szybko, bez większych wyrzutów sumienia. W końcu musimy jak najszybciej podleczyć nasze zrujnowane torturami na atlasie ciało, a wiadomo, że do tego najlepiej nadaje się wygodna kanapa (plus chipsy i cola, jasne chyba). A poza tym – TYLKO ODKŁADAMY nasze Postanowienie. Wcale z niego nie rezygnujemy! Zaczniemy w marcu, gdy się trochę ociepli. I już jesteśmy spokojniejsi… Postanowienia Noworoczne każące nam uzyskać sylwetkę doskonałą, należą do grupy Postanowień jak najbardziej zrozumiałych. Bo kultura fizyczna, zdrowie, długowieczność (tu akurat pojawia się fala niezrozumienia ze strony ZUSu i funduszy emerytalnych, ale to całkiem inny wątek). Ogromna jednak większość Postanowień Noworocznych, to postanowienia niezrozumiałe, a w wielu przypadkach wątpliwe moralnie lub nawet niebezpieczne – zagrażające zdrowiu i życiu. Przykłady? Proszę bardzo. Pan J. obiecuje sobie: będę się uczył angielskiego w nowym roku. Świetnie! Tylko po co? Pan J. nigdy nie będzie oglądał amerykańskich filmów w oryginalnej wersji językowej, nigdy nie wybierze się w podróż w nieznane. Skoro nie dla siebie, to może po to, żeby kolegów z roboty z zazdrości skręcało? Nie skręci. Koledzy, tak jak pan J., oglądają Jaka to melodia? i Taniec z gwiazdami plus wszelkie możliwe mutacje tych programów, typu: Gwiazdy, par excellence, robią na drutach. A na wakacje wszyscy polecą do Egiptu i nie wyjdą przez całe siedem dni z hotelu, bo i po co, skoro wszystko jest all inclusive oraz basen z wodą barwioną na niebiesko. Pani G. wpada na pomysł: będę ćwiczyć jogę. Super! Tylko co się stanie, gdy panią skurcz złapie, a będzie pani akurat po raz drugi owijać się wokół własnej szyi, stojąc na głowie? Nie ma pani dla kogo żyć? Niech pani do galerii pojedzie, kupi sobie coś ładnego i wyluzuje, kobieto szalona. Wpatrując się w lampki na choince i tysiące refleksów w bombkach, podjąłem Postanowienie Noworoczne. Postanowienie wyjątkowe. Odkładane od iluś tam lat: w nadchodzącym roku założę konto na facebooku, o pardon, na fejsie. W końcu osiem milionów polskich użytkowników nie może się mylić: życie bez fejsa ubogie jest i bezbarwne! Założę konto. Zapiszę się. Wymienię wszystkie szkoły, które kończyłem, wszystkie zawody, które wykonywałem, wszystkie choroby, na które w przeszłości zapadłem. Bo na fejsie trzeba być szczerym, żeby nie być samotnym i wykluczonym. Bycie w kolorowej grupie to premia za szczerość. Zapiszę się. Osiem milionów… A te pozostałe trzydzieści? Dlaczego wszyscy nie jesteśmy na fejsie? Czy to oportunizm, czy może resztka rozsądku? No właśnie… To może, póki co, jakąś książkę przeczytam? Tyle ich pod choinkę dostałem…